Trzeba wyważyć proporcje

Autor: redaktor / Opublikowano: 30 września 2010

O kontrowersyjnym projekcie planu zagospodarowania przestrzennego terenów Bodzowa i Kostrza mówi Grzegorz Stawowy, Przewodniczący Komisji Planowania Przestrzenego i Ochrony Środowiska Rady Miasta Krakowa.

- Jak pan ocenia projekt planu zagospodarowania przestrzennego dla Bodzowa i Kostrza?

- Plan ma charakter ochronny, ale tak naprawdę powierzchnia przeznaczona w nim pod zabudowę jest bardzo niewielka i wynosi zaledwie 5 proc. Na terenie położonym tak blisko centrum miasta i tak atrakcyjnym widokowo jest to ewidentne marnotrawstwo przestrzeni. Poza tym plan obejmuje zbyt wiele obszarów – część Skotnik, część Pychowic, Bodzów i Kostrze, te obszary bardzo się od siebie różniące.

- Czy przewidziane w planie pozbawienie tamtejszych mieszkańców szansy na przekwalifikowanie swoich dziełek z rolniczych na budowlane ma jakieś uzasadnienie?

- W ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym istnieje zapis mówiący, że plan przestrzenny może do pewnego stopnia ograniczyć prawo własności. W interesującym nas przypadku pojawia się pytanie na ile takie ograniczenie jest konieczne w odniesieniu do mieszkańców Bodzowa, Kostrza, Skotnik i Pychowic. Moim zdaniem potrzebny jest tutaj zdroworozsądkowy kompromis pomiędzy dopuszczeniem zabudowy jednorodzinnej, a ochroną reszty terenu. Bodzów i Kostrze mają wiele pięknych miejsc i rzeczywiście należy je chronić. Natomiast nie widzę żadnego uzasadnienia, by nie budować domów wzdłuż dróg i innych ciągów komunikacyjnych. Poza tym przedstawiony nam projekt planu nie tyle ogranicza prawo własności wielu mieszkańców, ile zupełnie ich go pozbawia.

- Na omawianym terenie projekt przewiduje m.in. stworzenie ogrodu botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, parku oraz pola golfowego. Jak zrealizować te założenia skoro 90 proc. tamtejszych gruntów jest własnością prywatną?

- Teoretycznie sprawa jest prosta – gmina powinna wykupić teren od prywatnych właścicieli. W praktyce jednak będzie to koszt setek milionów złotych, których miasto nie ma. Na wszystkie wykupy zaplanowano w Krakowie w tym roku kwotę ok. 30 mln zł. Taki manewr finansowy nie będzie zatem możliwy. Co do ogrodu botanicznego UJ, na który przewidziano 35 proc. terenu, czyli 192 hektary, to grunt musiałaby wykupić uczelnia. Rozmawiałem jakiś czas temu z Rektorem UJ Prof. Karolem Musiołem, który powiedział mi, że uniwersytet nie ma obecnie środków na taką inwestycję. Wszystkie pieniądze przeznaczane są na budowę drugiego kampusu i rozbudowę Auditorium Maximum. Co zaś do pola golfowego to projekt rzeczywiście dopuszcza budowę pola wraz z infrastrukturą. Tutaj gmina musiałaby zapłacić właścicielom za obniżenie wartości gruntu, natomiast teren pod samo pole musiałby wykupić inwestor.

- Krakowskie organizacje ekologiczne podkreślają, że jest to teren bardzo cenny przyrodniczo. Jak zatem pogodzić racje mieszkańców, biura planowania przestrzennego i ekologów?

- Unia Europejska zwróciła się do organizacji pozarządowych z państw członkowskich o wskazanie terenów do tzw. programu Natura 2000. Część obszaru objętego planem, leżąca między ulicami Widłakową a Tyniecką, została prawdopodobnie do tego programu zgłoszona. Oznacza to, że w perspektywie obowiązywałby tam zakaz inwestycji oddziaływujących na środowisko, w tym także zakaz budowy domów. Problemem jest to, że lista obszarów zgłoszonych do Natury 2000 nie jest opracowywana w Ministerstwie Środowiska, więc nie ma możliwości sprawdzenia co się na niej znajduje. Położony nad Wisłą obszar Bodzowa i Kostrza jest rzeczywiście bardzo piękny i malowniczy, ma również swoją wartość przyrodniczą. Jednak wydaje mi się, że miasto i Urząd Marszałkowski po to inwestują w utrzymanie wałów wiślanych, żeby było tam bezpiecznie i można się było budować. Uważam zatem, że konieczne jest bardzo staranne wyważenie proporcji między dążeniem do ochrony tego obszaru, a naturalnym dążeniem do jego zabudowy.

- Ile uwag do projektu wpłynęło do miejskiego biura planowania?

- Mieszkańcy, strony, osoby fizyczne i prawne złożyły 796 uwag. W całości uwzględnio 43 uwagi, częściowo – 13. W sumie uwzględniono 56 wniosków, co daje około 5 proc. 740 uwag nie uwzględniono w ogóle. Najwięcej wniosków dotyczyło dopuszczenia możliwości zabudowy: jednorodzinnej, wolnostojącej, szeregowej i bliźniaczej. Część uwag sprzeciwiała się budowie pola golfowego, część natomiast dotyczyła kwestii ochrony przyrody i została złożona przez organizacje ekologiczne. Te uwagi zostały w większości uwzględnione. Uwzględnienie zaledwie 5 proc. złożonych wniosków jest moim zdaniem bardzo niepokojące i oznacza, że głos mieszkańców zupełnie nie został wysłuchany.

- Jaka będą dalsze losy projektu?

- Obecnie znajduje się on w Ministerstwie Rolnictwa, gdzie przeprowadza się znaną skądinąd procedurę odrolnienia. Gdy decyzja o odrolnieniu zapadnie, projekt wróci do Krakowa, odbędą się ostatnie uzgodnienia i dokument trafi pod głosowanie Rady Miasta. Zakładam, że może się to stać najwcześniej jesienią, tj. prawdopodobnie w październiku. Gdyby nie głośna afera w Ministerstwie Rolnictwa i związane z nią zawirowania sprawa przebiegałaby o wiele szybciej. Pierwotnie planowaliśmy bowiem, że głosowanie planu odbędzie się we wrześniu.

- Jakie będzie stanowisko kierowanej przez pana Komisji Planowania Przestrzennego?

- Komisja zaopiniuje plan jeszcze przed głosowaniem. Będziemy starali się wydłużyć czas tzw. drugiego czytania planu, by można było zapoznać się dokładniej z wnioskami mieszkańców i być może część z nich jednak uwzględnić. Co zaś do stanowiska komisji, to jeśli nie uda się wprowadzić daleko idących zmian będę rekomendował kolegom i koleżanką odrzucenie planu. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem w chwili obecnej będzie właśnie odrzucenie go i poczekanie na zmianę studium. Nowe studium zostanie uchwalone za około 20 miesięcy. Wtedy będzie można na nowo przystąpić do opracowywania planów miejscowych, uwzględniając oczywiście postulaty mieszkańców. Odrzucenie planu pociąga za sobą jednak pewne niebezpieczeństwo, a mianowicie możliwość zabudowy tego obszaru w oparciu o decyzje WZ. Byłoby fatalnie, gdyby ten piękny teren pokryła chaotyczna i nieuporządkowana zabudowa. Jest jeszcze inny wart rozważenia pomysł, a mianowicie przygotowanie planów miejscowych o charakterze scaleniowym – grunty poddaje się komasacji, na nich w sposób uporządkowany wydziela nowe działki oraz sieć dróg dojazdowych. Ten teren aż prosi się o harmonijną, ładną zabudowę willową.

ROZMAWIAŁ: PAWEŁ STACHNIK

 

Kategorie

Prasa, Wywiady

 
 
 

Tagi

 
 
  • RSS