Szyny w górę, tramwaje stoją. I tak już będzie?

Autor: redaktor / Opublikowano: 15 lipca 2011

Stare, przerdzewiałe elementy w torowiskach na kilka godzin sparaliżowały wczoraj miejską komunikację. Zarząd Infrastruktury Komunalnej nie kryje: – Sytuacja będzie się powtarzać, jeśli nie dostaniemy 20 mln zł na najpilniejsze remonty. Radni zastanawiają się nad zwołaniem nadzwyczajnej sesji.

Zaczęło się ok. godz. 11 na ul. Basztowej. Szyny wybrzuszyły się na wysokości budynku LOT na kilkadziesiąt centymetrów ponad jezdnię. Zatrzymały kursujące tamtędy tramwaje na prawie 40 minut. Dwie godziny później wybrzuszyło się torowisko na ul. Limanowskiego. Tam tramwaje nie jeździły przez prawie pół godziny. Nie minęła godzina, a szyny znów wyskoczyły w górę na Basztowej. Zaledwie parę metrów dalej niż poprzednio. Pół godziny później tory wyskoczyły nad jezdnię na ul. Wielickiej w pobliżu stacji Arge. A potem znowu na ul. Basztowej w pobliżu szkoły muzycznej. Kilkanaście minut później po raz kolejny przy budynku LOT. Kto korzystał wczoraj z tramwajów, mógł zapomnieć o sprawnym przemieszczaniu się po mieście. Awarie na Basztowej, Limanowskiego czy Wielickiej to nic nowego. Przez całą wiosnę na tych szlakach dochodziło do wyginania się torów. W kwietniu szyny na ul. Basztowej uniosły przejeżdżającego tamtędy opla na prawie pół metra. Na początku maja miasto przeprowadziło remont torowiska na ul. Limanowskiego w miejscu, gdzie najczęściej dochodziło do zdeformowania szyn. Remont pomógł, ale kawałek dalej szyny znów się uniosły. Za każdym razem powód jest ten sam: wysoka temperatura. – Torowiska tramwajowe w Krakowie wbudowane w jezdnię w wielu miejscach wymagają wymiany. Są stare, więc tym łatwiej ulegają temperaturom – rozkłada ręce Piotr Hamarnik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Dlaczego szyny wyginają się akurat w tych miejscach? – Zostały zbudowane w tzw. technologii węgierskiej, która w całej Europie była bardzo popularna na przełomie lat 80. i 90. – mówi Wiesław Nowak, szef ZUE, firmy odpowiedzialnej za pilnowanie stanu krakowskich torowisk. – Polega na tym, że w betonowych płytach znajdują się zagłębienia, w których umieszczone są metalowe korytka. W nich znajduje się guma tłumiąca drgania, a w niej osadzona jest szyna. Niestety, dziś te korytka są już przerdzewiałe i nie utrzymują szyny w rowku, gdy rozszerza się ona pod wpływem temperatury. Jak przypomina Nowak, w tej technologii wykonano także torowiska na ul. Kościuszki i Zwierzynieckiej. – Ich stan jest jednak znacznie lepszy. Wiele zależy od tego, jak mocno eksploatowane są tory – dodaje Nowak. Kompleksowy remont zapewniający spokój na wiele lat kosztowałby nawet 40 mln zł. Najpilniej remontu wymagają torowiska na ul. Basztowej, Na Zjeździe oraz Limanowskiego aż po ul. Wielicką, a także rozjazdy tramwajowe w okolicy teatru Bagatela. Jacek Bartlewicz z ZIKiT poinformował wczoraj, że doprowadzenie krakowskich torowisk do poprawnego stanu w trzech najgorszych miejscach kosztowałoby minimum 20 mln zł. – Nie przewidziano dla nas w budżecie takich pieniędzy. A my ze wstydem musimy informować, że ruch tramwajów jest zablokowany – wyjaśnia, dlaczego ZIKiT remontów nie wykonuje. Próbowaliśmy skontaktować się wczoraj z prezydentem Tadeuszem Trzmielem, by zapytać go, czy znajdzie w ciągu najbliższych tygodni pieniądze na najpilniejsze remonty. Pracownicy zajmujący się torami ostrzegają bowiem, że wydarzenia wczorajszego dnia mogą się stać tego lata normą. Nie udało się nam z nim skontaktować. Grzegorz Stawowy, szef klubu radnych Platformy Obywatelskiej, nie ma jednak wątpliwości, że jeśli prezydent Krakowa uzna sprawę 20 mln zł za pilną, takie pieniądze uda się w budżecie znaleźć. – Prezydent zarządził wiele oszczędności, a po przeprowadzonych przetargach też zostanie sporo pieniędzy. Jeśli więc brak tych 20 mln zł miałby paraliżować komunikację, trzeba je wydać na tory – zapewnia Stawowy i zapowiada, że byłby skłonny wnioskować o nadzwyczajną wakacyjną sesję w tej sprawie. Przesunięcie pieniędzy w budżecie wymaga bowiem uchwały rady. Podobnie uważa radny Bartłomiej Garda z z prezydenckiego klubu radnych. – Jesteśmy skłonni podnieść rękę za przesunięciem pieniędzy na bardziej palące problemy miasta. Gdyby zaszła taka konieczność, to oczywiście nie ma przeszkód, bym przyszedł na taką nadzwyczajną sesję rady. Aby obrady mogły się odbyć, wystarczy tylko 22 radnych. AUTOR: Bartosz Piłat, Mateusz Żurawik

 

Kategorie

Aktualności, Gazeta Wyborcza

 
 
 
  • RSS