Stawowy: Niech prezydent przyzna że miasto ma kłopot

Autor: redaktor / Opublikowano: 01 czerwca 2011

- Prezydent twierdzi, że sytuacja finansowa Krakowa jest dobra, że stać nas na lepszą komunikację i jednoczesne dotowanie biletów osobom starszym za 25 mln zł rocznie. Nie widzimy więc powodu, by podnosić ceny usług miejskich – mówi Grzegorz Stawowy

Niedawno prezydent Jacek Majchrowski ogłosił przystąpienie do realizacji serii podwyżek, m.in. opłat za żłóbki i przedszkola, za parkowanie w płatnej strefie, cen biletów komunikacji miejskiej czy podatków od nieruchomości. Uzasadnia to potrzebami miasta oraz faktem, że opłaty od lat nie były zmieniane. Platforma Obywatelska, początkowo skłonna do zgody na podwyżki (poza podatkiem od nieruchomości, który może uderzyć przedsiębiorców), na ostatniej sesji rady miasta ogłosiła, że do zmian cen nie dopuści. Prezydent alarmuje, że może się to skończyć m.in. zmniejszeniem liczby miejsc w żłobkach.

Rozmowa z Grzegorzem Stawowym, radnym, wiceszefem PO w Krakowie

Bartosz Piłat: Dlaczego PO nie zgodziła się na podwyżkę stawek za umieszczenie dzieci w żłobku?

Grzegorz Stawowy: Zgodziliśmy się na równowartość dwuletniej inflacji i rozróżnienie wysokości opłat ze względu na dochody rodziców. Większa podwyżka nie jest konieczna.

Bez podwyżki będzie kłopot z utrzymaniem istniejących miejsc w żłobkach, nie mówiąc o tworzeniu nowych?

- Słysząc o prezydenckich planach podwyżek, zakładaliśmy, że Kraków jest w słabej kondycji finansowej. Dlatego zwołaliśmy specjalną sesję na temat finansów miasta. Prezydent ogłosił jednak na niej, że podwyżki nie mają służyć ratowaniu sytuacji, ale po prostu zwiększyć wpływy; jako dowód przytaczał fakt, że większość z nich byłaby wprowadzona w życie dopiero od 2012 r. Takie argumenty przekonały nas, że mieszkańcy nie muszą być obciążani w dodatkowy sposób. PO była na sesji poświęconej sytuacji finansowej miasta jedynym klubem, który rozważał konieczność podwyżek. PiS demagogicznie odmówił zgody na wszystkie, klub radnych prezydenta ma zaś w moich oczach nie do końca wyrobione zdanie. Nie chcemy bezkrytycznie przyjmować proponowanych podwyżek. Tym razem uznaliśmy, że nie są potrzebne. Od podwyżek nie przybędzie miejsc w żłobkach.

Ale pieniędzy na żłobki i przedszkola brakuje. Dzięki decyzji pańskiego klubu może ubyć w nich miejsc, choć od dawna czekamy na polepszenie oferty opieki nad dziećmi.

- No właśnie. Od dawna czekamy. Prezydent Majchrowski nie zbudował przez dziewięć lat swojej prezydentury ani jednego przedszkola czy żłobka, choć mieliśmy dużo lepszy okres pod względem finansów. Skąd zatem nagle takie targanie szat w tej sprawie? Naszym zdaniem zwiększenie stawek za żłobki niczego nie zmieni na plus. Prezydent nie zagwarantował żadną uchwałą, że zwiększy liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach. Lepiej więc szukać w budżecie miasta brakujących dwóch, trzech milionów na utrzymanie tej formy opieki nad najmłodszymi, niż obciążać mieszkańców dodatkową opłatą. Gminę stać na zainwestowanie w najmłodszych takich pieniędzy.

Skądś te pieniądze trzeba będzie zabrać…

- Niekoniecznie. Trzy miliony to w skali budżetu Krakowa promil, który może pochodzić z oszczędności na przetargach. W tym roku udało się już w ten sposób zyskać kilkanaście milionów. Brakujące pieniądze zatem są, a my przypuszczamy, że prezydent wie, jak je wydać, i nie będą to ani przedszkola, ani żłobki.

Żłobki to tylko jeden element z całego pakietu podwyżek. Trzeba więc będzie znaleźć o wiele więcej niż te trzy miliony. Gdzie?

- Dokonując złego przewalutowania, miasto straciło dwa lata temu 80 mln zł. Ciągnąca się budowa stadionu Wisły to straty z czynszów i najmu powierzchni na stadionie w wysokości ok. 12 mln zł rocznie…

… pomysły radnych w rodzaju inscenizacji odsieczy wiedeńskiej to 3,5 mln zł zbędnych kosztów!

- Niestety, to prawda. Wielu radnych dołożyło swoje pięć groszy do trudnej sytuacji budżetowej.

Pytam, gdzie znaleźć pieniądze, a nie gdzie je straciliśmy?

- Prezydent powinien wycofać się z kilku inwestycji: z budowy nowego magistratu, odłożyć budowę hali widowiskowo-sportowej w Czyżynach (to koszt minimum 20 mln zł rocznie) do czasu wyłonienia operatora, który zbilansuje koszty funkcjonowania. Nie zrobił tego mimo naszych wniosków. My szykujemy za to strefę gospodarczą w Nowej Hucie, która przyniesie przez wiele lat pieniądze z podatków i nowe miejsca pracy.

Nie do końca o to pytam. Skoro nie zgodzicie się na podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, to skąd w tym roku wziąć brakujące 30 mln zł na utrzymanie przynajmniej obecnego jej poziomu?

- Ulga dla osób starszych, którą uchwaliła rada miasta w poprzedniej kadencji, kosztuje miasto 25 mln zł rocznie i daje uprawnionym miesięczny bilet na wszystkie linie za 9 zł. Będziemy dyskutować o podwyżce cen biletów, jeśli w ich nowym cenniku tej ulgi nie będzie. Na razie słusznie obrywamy za tę ulgę od prezydenta, ale on sam w projekcie cennika nadal ją uwzględnia. To dramatyczna niekonsekwencja. Poza tym prezydent zapewnił na łamach „Gazety”, że jeśli nie pozwolimy mu na podwyżki cen biletów, to on sobie poradzi i znajdzie 30 mln zł. Pytam więc znowu: skoro gmina ma pieniądze, to po co podwyżki? Niech prezydent i jego ludzie mają odwagę powiedzieć, że brakuje w kasie miasta pieniędzy i proszą mieszkańców o dorzucenie się do wspólnego portfela.

Pewna niekonsekwencja panuje jednak również w podejściu PO. Wasza niezgoda na ograniczenie gminnego becikowego blokuje 8 mln zł. One mogłyby trafić choćby na przedszkola…

- Żłobki i becikowe traktujemy jako pakiet pomocy dla młodych małżeństw. Pomysł prezydencki, by przyznawać becikowe rodzinom, gdzie dochód na głowę nie przekracza 504 zł, to faktyczna likwidacja tej formy pomocy. Takich rodzin jest – mam nadzieję – bardzo niewiele. Nie będzie zgody na tę uchwałę. Będę przekonywał natomiast kolegów, by rozmawiać o uzależnieniu wysokości becikowego od dochodów. Ale próg powinien być wyższy. Żeby to ustalić, musimy poznać dane o tym, jakie wpływy na głowę mają poszczególne grupy mieszkańców Krakowa. Chcemy wiedzieć, jak dużej grupie osób można pomóc z miejskiej kasy. Nie wierzę natomiast w to, że jeśli zlikwidujemy becikowe, to prezydent przeznaczy te pieniądze na żłobki.

Przecież możecie uzależnić głosowanie od tego, czy przygotuje uchwałę przesuwającą w budżecie odpowiednie kwoty na przedszkola?

- Nie chcemy tak handlować. Jestem otwarty na rozmowy, ale prezydent Majchrowski nie ma w zwyczaju spotykać się z klubami radnych i rozmawiać o Krakowie.

To nie handel, lecz odpowiedzialność.

- Odpowiedzialnością jest takie prowadzenie finansów miasta, by jak najmniej obciążać mieszkańców. Tymczasem Regionalna Izba Obrachunkowa w ciągu ostatniego miesiąca wydała dwie decyzje podważające umiejętność zespołu prezydenta zarządzania finansami miasta.

Rozmawiał: Bartosz Piłat

 

Kategorie

Aktualności, Prasa, Wywiady

 
 
 
  • RSS