Kraków: radni będą rysować plany

Autor: redaktor / Opublikowano: 21 stycznia 2010

21 styczeń 2010

Urzędnicy magistrackiego biura planowania stracili cierpliwość do radnych, którzy zgłosili aż 140 poprawek do planu dla Tyńca-Osiedle. Planiści mieli spory problem z przeniesieniem na mapę wytworów bujnej wyobraźni polityków, postanowili więc, by autorzy poprawek sami narysowali je na papierze. Część radnych ochoczo zapowiada, że chwyci za ekierki i ołówki.

Według magistrackiego Biura Planowania Przestrzennego zmienianie planów przez radnych wymknęło się już spod kontroli. – Radni tworzą je na nowo. Kiedyś ktoś zgłosi poprawkę, w której przedstawi własną propozycję dla całego projektowanego obszaru i przyniesie gotową mapę na sesję – mówi Magdalena Jaśkiewicz, dyrektorka biura. – Po co wtedy będą nam fachowcy z tytułami i doświadczeniem? – ironizuje.

Radni „budują” w planach nowe drogi, a inne usuwają. Swobodnie zezwalają też na zabudowę terenów. W wielu przypadkach kłóci się to ze studium zagospodarowania przestrzennego, według którego plany powinny powstawać, aby być zgodne z prawem.

Planiści poprosili więc o „pomoc” radnych, by ci na własnej skórze przekonali się, że praca nad tworzeniem czy poprawianiem planu wcale nie jest taka prosta. – W poprawkach radnych wiele określeń jest nieprecyzyjnych. Np. proponują oni zabudowę „po lewej stronie drogi”, ale która to „lewa”, zależy przecież od tego, z której strony patrzymy – zauważa Jaśkiewicz.

Część radnych wtóruje urzędnikom i planistom. – Wielu moich kolegów po prostu w poprawce przepisuje prośby mieszkańców. Nie analizują sytuacji. Nie konsultują z fachowcami – mówi radny Grzegorz Stawowy (PO). – Zmiany nie są doprecyzowane i pojawia się problem z ich interpretacją. Dla części radnych planowanie to rysowanie kresek i kolorowanie pól na mapie. Sęk w tym, że planiści, zanim zabiorą się za „papierkową robotę”, przeprowadzają kosztowne analizy i badania. Porównują projekty ze studium i zasięgają porad prawników.

Co ważniejsze, obliczają też koszty zawartych w planach rozwiązań. Radni tym się nie przejmują. Stawowy twierdzi, że najlepiej byłoby, aby jego koledzy, którzy zgłaszają poprawki, każdą z nich omówili dokładnie na sesji rady. Najczęściej jednak jest tak, że poprawki trafiają do protokołu, a radni tylko proszą kolegów o ich uchwalenie. – Gdyby parę razy zostali wyśmiani na sali, może powstrzymaliby się od wywracania planów do góry nogami – dodaje Stawowy.

Radni, którzy zgłosili poprawki, bronią się. – W planie dla Tyńca planiści wyjątkowo poszli na przekór mieszkańcom. Ci do planu zgłosili ok. 3 tys. uwag. Zastanawiam się, czy zostały właściwie przeanalizowane – mówi radny Stanisław Rachwał (PiS). – Danie nam map, to raczej dowód na niewydolność służb prezydenta – dodaje.

Łukasz Słoniowski (PiS) zapowiada, że jak tylko otrzyma mapę, weźmie się do pracy. – Moja poprawka została już narysowana przez architekta wynajętego przez mieszkańców. Postaram się ją przelać na mapę – mówi radny. – Poprawek jest dużo, bo dużo było zastrzeżeń mieszkańców do planu – dodaje. Czy przekazanie radnym „map i ołówków” doprowadzi do uchwalenia planu? Doświadczenia mówią, że jest to wątpliwe. Podobny zabieg przeprowadzono przy ważnym planie Bodzów-Kostrze. Po miesiącach prac prowadzonych w 2008 i zmianach naniesionych przez radnych, plan i tak upadł.

AUTOR: Piotr Rąpalski

 

Kategorie

Gazeta Krakowska, Ja w prasie

 
 
 

Tagi

 
 
  • RSS