Kraków przepadnie bez planów

Autor: redaktor / Opublikowano: 04 września 2010

4 września 2010

Kraków ma obecnie 68 planów miejscowych, które pokrywają zaledwie 24 procent powierzchni miasta. Nadal więc można budować, jak i gdzie się chce. Można też zagęszczać osiedla mieszkaniowe blokami bez budowania drogi, szkoły, sklepu czy przychodni.

- Założenia były inne, ale gdybyśmy doliczyli plany, które zostały odrzucone przez radnych i te, które zostały uchwalone, ale nie obowiązują, to byłoby nimi pokryte 34 procent powierzchni – mówi Magdalena Jaśkiewicz, dyrektor Biura Planowania Przestrzennego.

Jej zdaniem radni odrzucają gotowe plany, często ze względu na interesy pojedynczych mieszkańców, które kolidują z dobrem całego osiedla, a nawet miasta. To sprzyja chaotycznej zabudowie i generuje ogromne koszty. Opracowanie planu dla 1 ha kosztuje średnio 1500 zł.

Dla przykładu plan dla Kostrza został odrzucony przez radnych w pierwszym czytaniu. Mieszkańcy zgłosili do niego 800 uwag, z czego większość dotyczyła powiększenia terenów pod zabudowę, a plan miał charakter ochronny. – Plany robione są dla mieszkańców, a tu kilkaset osób protestowało, że ten plan jest zły – uzasadniał odrzucenie radny Łukasz Osmenda.

Planu dla Kostrza nie ma, więc inwestorzy mogą sobie pozwolić na więcej. Na przykład na zabudowę terenów, które przez planistów zostały wykluczone jako zagrożone zalaniem. Dziś w Kostrzu w takich miejscach nadal buduje się domy.

W przypadku „Tyńca – Wschód” radni na prośbę kilku mieszkańców wprowadzili poprawki, które nie były zgodne ze studium. Nowy projekt nie uzyskał zatem niezbędnych uzgodnień i opinii. Teraz wraca pod głosowanie radnych w takiej samej wersji jak poprzednio. Czy zyska akceptację?

Radny Grzegorz Stawowy uważa, że obwinienie radnych jest niesprawiedliwe. – Wina leży po obu stronach. Są radni, którzy często ulegają presji społecznej. Plany jednak są unieważniane także z winy planistów i błędów merytorycznych. Ponadto brakuje rozmów z mieszkańcami. Czasami mam wrażenie, że urzędnicy robią plany dla siebie, a nie dla ludzi – podkreśla.

Magdalena Jaśkiewicz wylicza, że jest jeszcze blisko 20 planów, które mogą zostać uchwalone w tym roku. – Odwlekanie decyzji do kolejnej kadencji może zmienić bardzo dużo – zaznacza.

Przez ten czas mogą pojawić się kolejne wnioski o zabudowę na terenach wyznaczonych pod ochronę. Wydział Architektury w takiej sytuacji może wstrzymać „wuzetki” tylko na rok. Opracowanie nowego planu zajmuje średnio dwa lata.

- Inwestorzy w warunkach zabudowy sami określają kubaturę i funkcję budynku. Wydział Architektury bada tylko ich zgodność z zasadą „dobrego sąsiedztwa” i obowiązującymi przepisami. Nie mamy innych instrumentów odmowy, jeżeli nie ma planu zagospodarowania – podkreśla Jadwiga Warat-Hapońska, wicedyrektor wydziału.

AUTOR: Paulina Polak

 

Kategorie

Dziennik Polski, Ja w prasie

 
 
 

Tagi

 
 
  • RSS