Kraków: nadal chcą budować na terenach zalewowych

Autor: redaktor / Opublikowano: 09 czerwca 2010

9 czerwca 2010

Urzędnicy z biura planowania przestrzennego zrobili analizę popowodziową. Zbadali, które tereny przeznaczone w studium do zabudowy i inwestycji, znajdują się w strefie zalewowej. Chcą wpłynąć na to, by na tych obszarach (m.in. Rybitwach, Płaszowie, Mogile) nie budowano domów. Jako pierwsi przedstawiamy taką mapkę. Czy to jednak powstrzyma ludzi przed budową na zagrożonych terenach? Lub radnych przed blokowaniem kolejnych planów zagospodarowania?

Urzędnicy są pesymistami. Uważają, że powódź niczego nas nie nauczyła. Są źli, bo gdy plany są głosowane, mieszkańcy często naciskają, by na terenach zalewowych budować.

- W przeddzień powodzi była o to wielka awantura na Toniach. Teraz ich zalało – mówi Magdalena Jaśkiewicz, szef biura planowania.

- Kilkaset osób protestowało w Kostrzu. Chcieli budować domy na wysokości tafli wody – wtóruje jej Grzegorz Stawowy (PO) z komisji planowania przestrzennego rady miasta. Przypomina, że działo się to przy okazji zatwierdzania planu dla Kostrza. Przez protesty plan nie wszedł w życie. A teraz zalało tam ul. Wielkanocną i Widłakową.

Stawowy podkreśla, że do tej pory radni często wnosili poprawki do planów, w myśl mieszkańców. – Niektóre z nich mieszkańcy sami napisali. Nie sądzę, by to się zmieniło – mówi radny PO.

Obrońca mieszkańców Kostrza, Mirosław Gilarski (PiS) przyznaje, że… nie zawsze wiedział, że popiera budowę na terenach zagrożonych zalaniem. – Nie dyskutowaliśmy o tym. Teraz będziemy bardziej ostrożni – deklaruje. Podobnie mówi Bolesław Kosior, szef radnych PiS. – Będę namawiał kolegów, by nie popierali ślepo postulatów mieszkańców – zapewnia.

Jednak szef komisji planowania, Włodzimierz Pietrus (PiS) już takich zapewnień nie daje. – Jeśli teren jest zalewowy, ale po sąsiedzku i tak stoją domy, poparłbym wniosek mieszkańców o zabudowę – nie kryje. A ci nadal chcą budować na zagrożonych terenach.

Wojciech Mazurek, który pół roku temu postawił sobie dom przy ul. Heligundy w Tyńcu, nie żałuje. Choć jego sąsiadów i okolice zalało, nie chce się przenosić.

- Wiedziałem wcześniej, jaki to teren, więc po prostu zrobiłem sobie wyższą, 1,5-metrową podmurówkę – mówi.

To, czy radni teraz ulegną mieszkańcom, jest niezmiernie ważne. W tym roku pod głosowanie mają trafić cztery plany, w obrębie których są tereny zalewowe (Przegorzały-Dolna Wisła, Płaszowska-Krzywda, Rybitwy pn., Mogiła).

Jaśkiewicz i Stawowy nie mają złudzeń. – Jesienią czekają nas wybory. Nikt nie postawi się elektoratowi. A plany nadal będą upadać – mówi radny PO.

Analiza, którą przygotowało biuro planowania, posłuży więc chyba tylko prezydentowi.

AUTOR: Marta Paluch

 

Kategorie

Gazeta Krakowska, Ja w prasie

 
 
 

Tagi

 
 
  • RSS