Kraków bez 120 mln zł, prezydent bez absolutorium

Autor: redaktor / Opublikowano: 29 kwietnia 2010

29 kwiecień 2010

W czasie dyskusji nad absolutorium dla prezydenta Krakowa za wykonanie budżetu w 2009 roku radni PO ujawnili, że miasto straciło na operacjach bankowych 120 mln zł. Prezydent nie dostał absolutorium.

Po przerwie spowodowanej katastrofą pod Smoleńskiem rada miasta zebrała się dopiero wczoraj. Jednego dnia odbyły się trzy posiedzenia. W tym najważniejsze: dyskusja nad absolutorium dla Jacka Majchrowskiego.

Wśród kilku zarzutów wobec ekipy prezydenta, które pojawiły się w czasie dyskusji, najbardziej szokującym było wskazanie przez radnych PO, że z powodu nietrafionej decyzji o przewalutowaniu krakowskich kredytów (zapadła ona w lutym 2009 r.) miasto straciło niemal 120 mln zł.

W czasie sesji jedynie Platforma Obywatelska próbowała wskazywać, że prezydentowi absolutorium się nie należy. Pozostali radni uznawali, że nie ma nad czym dyskutować. – Oceniamy wykonanie planów budżetowych z roku kryzysowego. Na tle innych miast mamy dobre wyniki. Regionalna Izba Obrachunkowa również nie miała istotnych zarzutów – twierdził niezależny radny Paweł Sularz.

- Rzecz w tym, że kwestia absolutorium nie ma być potwierdzeniem oceny RIO. Rada ma ocenić, jak prezydent wywiązał się ze zobowiązań, a nie, czy rozliczenia są w porządku – stwierdzał Bogusław Kośmider.

PO uważa, że niedobrze wygląda sprawa zdobywania funduszy unijnych. – Zdobywamy właściwie wyłącznie te, którymi zarządza województwo. Ze środków krajowych na razie nie potrafimy korzystać – oceniał radny Grzegorz Stawowy. – Niewystarczający był też program oszczędności w kryzysie. Szczególnie na administracji można było ciąć głębiej.

- Mamy jedną z najtańszych administracji w Polsce. Warszawa w przeliczeniu na mieszkańca wydaje dwa razy więcej, Wrocław o połowę więcej – odpierał zarzuty skarbnik miasta Lesław Fijał.

Dyskusja na temat najgorszych w ciągu ostatnich lat wyników prezydenta w kryzysowym roku zeszła jednak na drugi plan, wobec ujawnienia gigantycznej straty miasta na operacjach finansowych. Kilka lat temu miasto zaciągnęło kredyty we frankach szwajcarskich. Kiedy w 2009 r. frank drożał do niespotykanych od lat poziomów, w magistracie zapadła decyzja o zmianie waluty na złotówki. Nie tyle ze względu na rosnące koszty obsługi zadłużenia, lecz z powodu obaw, że wartość długu przekroczy dopuszczalny poziom. Prawo samorządowe zabrania zaciągania kredytów większych niż 60 proc. wartości całego budżetu gminy.

- Dane, którymi dysponowaliśmy, porady ekspertów i wskaźniki rządowe, mówiły, że był to dobry ruch. Obawialiśmy się dalszego osłabiania złotego – wyjaśnia skarbnik Fijał.

W chwili zaciągania kredytów na 370 mln zł w latach 2004-06 frank kosztował między 2,7 a 2,4 zł (największą kwotę pożyczyliśmy przy najniższym kursie). Kiedy zapadała decyzja o zmianie waluty w lutym zeszłego roku, frank kosztował ok. 3,25 zł. Dziś jest wart 2,75 zł. Miasto na zmianie waluty – wg wyliczeń, które prezentował wczoraj radny Bogusława Kośmider – straciło 120 mln zł. – Na dodatek koszt obsługi długu urósł nam o 5 mln zł na rok – mówi radny Stawowy.

Według skarbnika przewalutowanie zagwarantowało, że Kraków nie przekroczy dopuszczalnego poziomu zadłużenia. – Sprzedaliśmy franka przy takiej cenie, która dawała pewność, że suma kredytów w złotówkach nie rozsadzi nam założeń budżetowych. Gdybym wiedział, że złotówka tak szybko się wzmocni, nie byłoby tej operacji – mówi Fijał. – Biorę odpowiedzialność na siebie, ale przypomnę, że już nieraz ratowaliśmy się w taki sposób. Tym razem zmiana waluty przyniosła nam stratę, ale za to byliśmy spokojni o próg zadłużenia.

- Ratowanie wskaźnika kosztowało nas 120 mln zł. To za wysoka cena. Nic by się nie stało, gdybyśmy przekroczyli ten próg o dalsze dwa, trzy procent. Konsekwencje tego, czyli wprowadzenie zarządu komisarycznego do miasta, grożą dopiero po trzech latach permanentnego utrzymywania wskaźnika powyżej dopuszczalnego limitu. Na dokładkę tylko wtedy, gdy nie ma woli naprawy tego stanu – komentuje Stawowy.

Wieczorem klub PiS dość niespodziewanie ogłosił dyscyplinę klubową: wstrzymał się od głosu w sprawie absolutorium. To wystarczyło, by PO swoimi 17 głosami zdecydowała: prezydent nie dostał absolutorium.

Prezydent Majchrowski poza porannym wystąpieniem był nieobecny na sesji. Zapowiedział, że decyzję radnych skomentuje w czwartek.

AUTOR: Bartosz Piłat

 

Kategorie

Gazeta Wyborcza, Ja w prasie

 
 
 

Tagi

 
 
  • RSS