Czy Błonia potrzebują lepszej ochrony przed zabudową?

Autor: redaktor / Opublikowano: 28 stycznia 2010

28 stycznia 2010

Po apelach architektów w sprawie ochrony Błoń przed zabudową w radzie miasta pojawił się pomysł objęcia łąki planem miejscowym. – Po co chronić coś, co jest już pod ochroną? – zastanawia się Magdalena Jaśkiewicz, dyrektorka miejskiego Biura Planowania Przestrzennego.

Chrońmy Błonia! – zaapelowali przed kilkoma miesiącami członkowie krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich. To była ich reakcja na informację (pisała o tym „Gazeta”) o planach KS-u Zwierzyniecki budowy na użytkowanym przez klub fragmencie Błoń hotelu sportowego. Przy nim miała znaleźć się też restauracja z kawiarnią, zaplecze sportowe, siłownia i spa.

„Ta pusta łąka służy i może służyć wielu celom rekreacyjnym, a nie zabudowie” – stwierdził zarząd SARP w liście do głównego architekta Krakowa prof. Andrzeja Wyżykowskiego. Architekci napisali również, że „cały obszar Błoń, objęty ulicami Piastowską, Focha i al. 3 Maja oraz wałem Rudawy, stanowi jedną integralną całość, która nie powinna być zabudowana obiektami kubaturowymi”. Zdaniem autorów „ta pusta łąka służy i może służyć wielu celom rekreacyjnym, a nie zabudowie kubaturowej. (…) Niestety, kluby sportowe umacniają swoją zabudowę, przekształcając lekkie pawilony w obiekty stałe (jak stało się z pawilonem obsługi Łuczniczych Mistrzostw Świata), a obecnie kolejny klub zamierza na Błoniach zbudować nową kubaturę”. Jak podkreślali, władze miasta nie tylko „powinny udaremnić próbę zabudowy Błoń, ale również podjąć starania o przeniesienie klubów sportowych na nowe atrakcyjne miejsca”.

W reakcji na apel architektów radni wpadli na pomysł objęcia Błoń planem miejscowym. „Całe uzasadnienie mogłoby się praktycznie zamknąć w treści wezwania SARP »Chrońmy Błonia przed zabudową «” – można przeczytać w projekcie uchwały, podpisanym przez Włodzimierza Pietrusa (PiS), przewodniczącego komisji planowania przestrzennego i ochrony środowiska. Dalej mowa o tym, że zabudowa łąki na podstawie „wuzetek” byłaby najgorszym możliwym rozwiązaniem.

- Po co chronić coś, co jest już pod ochroną? – zastanawia się Magdalena Jaśkiewicz, dyrektorka miejskiego Biura Planowania Przestrzennego. Przypomina, że cały obszar Błoń wpisany jest już do rejestru zabytków i ktokolwiek zechciałby choćby wbić tam łopatę, musiałby wcześniej uzyskać zgodę konserwatora.

- Miasto, w którym nie ma planów na przeważającej powierzchni, nie może pozwolić sobie na marnotrawienie czasu i pieniędzy na tworzenie ich tylko po to, aby zahamować jakąś inwestycję. Nie taka jest rola planu. Odnoszę wrażenie, że radni coraz częściej chcą spełniać w ten sposób wszelkie życzenia mieszkańców Krakowa – dodaje Jaśkiewicz.

Podobnego zdania jest Grzegorz Stawowy (PO) z komisji planowania. – Błonia wpisane są do rejestru. Poza tym są to tereny należące do gminy, więc istnieje wiele innych sposobów na niedopuszczenie do inwestycji, które mogłyby zaszkodzić temu miejscu – mówi Stawowy. – Jeżeli już chce się poskromić zapędy obu klubów działających na Błoniach, wystarczy włączyć je w granice planu sięgającego ulicy Piastowskiej. Na plan dla całych Błoń szkoda zachodu – stwierdza Stawowy.

- Chodzi o ustalenie jasnych zasad, co może, a co nie może powstać na Błoniach. Jak widać, w wielu przypadkach ochrona konserwatorska nie spełnia swojej roli. Dlatego najwłaściwszym dopełnieniem powinien być plan miejscowy. To niewiele pracy, chodzi przecież o łąkę – wyjaśnia radny Pietrus.

AUTOR: Dawid Hajok

 

Kategorie

Gazeta Wyborcza, Ja w prasie

 
 
 

Tagi

 
 
  • RSS