Bez mieszkańców Kraków stanie się muzeum z betonu

Autor: redaktor / Opublikowano: 10 lipca 2010

10 lipca 2010

Bez mieszkańców Kraków stanie się muzeum z betonu

„Nie czuję się takim mieszkańcem, który nie tylko ma wobec miasta obowiązki, lecz także może liczyć na respektowanie swoich podstawowych, konstytucyjnych praw (…). Chcę wieczorem móc otworzyć okno i nie słyszeć pijanych ludzi” – mówił w piątek w „Gazecie” muzyk Tomasz Hernik. Dziś wracamy do tematu: jak się żyje w ścisłym centrum Krakowa.

Renata Radłowska: Może mieszkańcy nie są potrzebni w ścisłym centrum Krakowa?

Grzegorz Stawowy: – Są potrzebni! Bez nich miasto nie będzie miastem, zamieni się w muzeum betonu. I tak się już dzieje na Rynku Głównym – tam mieszka kilkanaście osób. Pamiętam sytuację sprzed czterech lat, kiedy ruszała kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi – proszę mi wierzyć, że nie było do kogo dotrzeć z ulotką. Jakiś czas temu byłem w Porto, w którym władze postanowiły wysiedlić mieszkańców z centrum i przenieść ich do innych dzielnic. To, co zobaczyłem, przeraziło mnie! Puste, ciche miasto. Miasto wymarłe. Owszem, byli turyści, ale oni wnosili jedynie element tymczasowości. Porto postawiło na turystykę i być może dziś tego żałuje…

Kraków też stawia na turystykę. To źle?

- Ale nie za wszelką cenę, nie kosztem mieszkańców.

Myśli Pan, że można pogodzić jedno z drugim?

- Można. Rada miasta chce wprowadzić do nowego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego zapis, żeby w kamienicach w centrum miasta lokale usługowe i biura były tylko do trzeciej kondygnacji. Musi być jakaś równowaga między funkcją mieszkalną a handlową i usługową. Mieszkańców ścisłego centrum, ale też całego Śródmieścia możemy bronić administracyjnymi zapisami prawa miejscowego.

I to zatrzyma mieszkańców?

- Nie tylko to. Rację ma Tomasz Hernik: gmina nie dba o mieszkańców ścisłego centrum na każdej płaszczyźnie. Nie ma ograniczeń w emitowaniu hałasu, a przecież wystarczyłoby zmierzyć natężenie hałasu i wprowadzić limity. Dużą uciążliwością są też pracujące klimatyzatory wystawione na zewnątrz lokali, to naprawdę przepotężny hałas – wierzę, że człowiek boi się otworzyć okno, bo mu to wszystko wpadnie do domu. A na dodatek nie mamy w centrum zieleni, która wygłuszyłaby trochę ten hałas. To na początek wystarczy; oczywiście rzucam pomysły na gorąco… Wystarczy też nakazać zamykać drzwi lokali, w których są dyskoteki, a już mieszkańcom będzie żyło się lepiej. Bo przecież nie wyłożymy Rynku Głównego dywanem, który wytłumiłby uciążliwy hałas.

Ani nie obłożymy kamienic styropianem…

- Klimat starego Krakowa to nie tylko turyści; to przede wszystkim jego mieszkańcy, i będę się przy tym upierał. Warto o nich walczyć, ponieważ pustki po nich nie da się zapełnić. Ja nie chcę mieć w Krakowie drugiego Porto!

*Grzegorz Stawowy jest radnym miasta (PO), był przewodniczącym komisji planowania przestrzennego.

Renata Radłowska – Gazeta Wyborcza

 

Kategorie

Prasa, Wywiady

 
 
 

Tagi

 
 
  • RSS